Ścieżka do Trsteny (długawe ale ciekawe!)

1505312845

 

Jeśli Euroregion „Tatry” miałby istnieć tylko po to, żeby zbudować Historyczno – Kulturowo – Przyrodniczy Szlak wokół Tatr, to i tak warto inwestować pieniądze w tą instytucję, która robi też wiele innych pożytecznych rzeczy, ale blog jest w temacie rowerowym więc skupmy się na rzeczy. Na razie gotowy i oddany do użytku jest odcinek z Nowego Targu do Trsteny, przy czym możemy się pokusić o podzielenie go na dwie części, a w przypadku rowerzystów ruszających z Nowego Targu nawet na trzy.

Podział ma uzasadnienie zarówno w historii budowy, jak i w planowaniu wycieczki. Całość liczy sobie około 36 kilometrów, co w dwie strony daje nam 72 kilometry trasy. Dorosły rowerzysta nie powinien mieć problemów w pokonaniu takiej trasy w cztery godziny, ale myślmy tu także o dzieciach. Pierwsza wyprawa, na którą moja córka pojechała wkrótce po szóstych urodzinach na sprezentowanym z tej okazji przez dziadka Andrzeja rowerze, miała półmetek w Rogoźniku, przy restauracyjce z tarasikiem. Jednak była to jedna z pierwszych jazd Hani na rowerze bez bocznych kółek, więc z dziećmi bardziej ojeżdżonymi można się pokusić o wycieczkę „do mostu” lub nawet lepiej z punktu widzenia zachęcenia maluchów: „do wiatraków”.

Wiatraki to autentyczne elektrownie wiatrowe położone nieopodal drugiego mostu, jaki spotkamy na trasie do Trsteny. Są to dawne mosty kolejowe. Miejscowi wiedzą, ale dla turystów nie będzie już takie oczywiste, że ten fragment Ścieżki wokół Tatr wiedzie dawną linią kolejową, tzw. Sztreką. Most leżący jeszcze w administracyjnym władaniu Czarnego Dunajca oddalony jest od początku ścieżki o około 18 kilometrów. Zazwyczaj zaczyna się od początku, ale w tym przypadku zaczęliśmy od końca 🙂 przenieśmy się więc na początek.

Ścieżka swój logiczny początek ma na samiuteńkim początku ulicy Podtatrzańskiej. Trochę trudno do niej dotrzeć samochodem, ponieważ trzeba wjechać na zakopiankę najpóźniej przy skrzyżowaniu dróg obok dworca autobusowego „Dekada”. Widząc hotel „Skalny Dworek” należy wybrać jedną z opcji parkowania w pobliżu, ale najprościej zaparkować przy hotelu.

IMG_1072

Rozmawiałem osobiście z Mirosławem Łukaszczykiem, którego rodzina prowadzi ów obiekt i o ile są wolne miejsca (w soboty odbywają się tu wesela i może być z miejscem krucho) to nie ma żadnego problemu. Ścieżka zaczyna się za „Skalnym Dworkiem”, ale można na nią też wjechać następnym, niedalekim wjazdem przy pozostałych przedsiębiorstwach.

Niemal na samym początku wita nas przejazd kolejowy, zorganizowany tak, by rowerzyści byli zmuszeni rozejrzeć się czy nie nadjeżdża pociąg, chociaż zwracam uwagę, że czasem przy manewrowaniu naszą uwagę może zbytnio przykuć sama jazda, niż pociąg. Jeden maszynista już raz przede mną hamował myśląc że go nie widzę, ale dałem mu znak ręką że jak najbardziej. Nieopodal jest stacja kolejowa, więc i tak już zwalniał prędkość.

Od razu wjeżdżamy na dawną bocznicę kolejową biegnącą Borem tzw. kombinackim. Dziś buty produkują tu Wojas i Demar, ale przez lata Nowotarskie Zakłady Przemysłu Skórzanego produkowały tu słynne „Relaksy”. Zakładów nie widać, jest tylko opuszczony (stan na 2016 r.) budynek dawnej stacji kolejowej Nowy Targ Fabryczny. Ścieżka jest cały czas asfaltowa, aczkolwiek jeśli ktoś chce się pokusić o zwiedzanie Boru, lub ciekawy objazd całego Nowego Targu (opis wkrótce) to można zjechać w szutrowe odnogi.

Przejeżdżamy przez pierwszy most i za chwilę zrównamy się z biegnącą równolegle drogą do Czarnego Dunajca pozostając jednak w bezpiecznej odległości od samochodów. Po drodze znajdują się wiaty przystankowe w razie deszczu, a obok nich ławki ze stołami. Nic nie stoi na przeszkodzie, by spożyć przy nich posiłek, zwłaszcza że w pobliżu są kosze na odpadki. Niedaleko wiatraków jest nawet wiata z paleniskiem, można więc zaplanować piknik z ogniskiem, jednak będzie trzeba zapakować na bagażnik nieco drewna, chyba że ktoś spróbuje się dogadać w pobliskim tartaku – jest przy wiatrakach, ale mnie osobiście nigdy nie zdarzyło się korzystać z tego paleniska.

1505312851

Jeżeli nie skorzystamy z oferty gastronomicznej w Rogoźniku, trzeba pamiętać że najbliższa restauracja jest dopiero w Trstenie. Jeśli więc czegoś nam zabrakło, to albo tutaj (restauracja jest tylko częścią dużego kompleksu handlowo-usługowego) albo dopiero na Słowacji. Oczywiście w poszczególnych miejscowościach można zboczyć nieco z trasy, ale nie do końca jestem przekonany do takiego rozwiązania. Aczkolwiek zaznaczam że takowe istnieje.

Minąwszy Rogoźnik wjeżdżamy do Starego Bystrego, gdzie trasa przyrodniczo przedzielona jest lasem. Gdy go miniemy, będzie można podziwiać w pełnej krasie panoramę Tatr, u podnóża której rosną piękne czarnodunajeckie łąki. I praktycznie cały czas podziwiając te widoki dojeżdżamy do końca pierwszej części mojego subiektywnego podziału.

Jeśli zdecydujemy się na drugi proponowany przeze mnie wariant średni, to jedziemy ambitniej, ok 24 w jedną stronę, do samej granicy państwa. To mój ulubiony wariant jeśli brakuje mi czasu, lub sił po kilku dniach kręcenia. Zaraz po przejechaniu skrzyżowania z drogą dla samochodów skręcamy na południe i mijamy starą, szkoda że zaniedbaną stację kolejową w Podczerwonem.

1505312854

Następnie za dawną strażnicą Straży Granicznej odbijamy nieco na zachód i jedziemy pięknymi łąkami w stronę Słowacji, wznosząc się na łagodnym podjeździe. W ogóle wracając do tematu dawnej linii kolejowej, to przez cały czas jazdy odczujemy, że projektanci Sztreki musieli zmagać się z problemem słabej siły pociągowej ówczesnych lokomotyw i szukać im jak najbardziej łagodnych podjazdów. Od strażnicy do samej granicy jest prawie cały czas pod górę, ale w ogóle cała trasa jest – jak na najbardziej górski region Polski – niezwyczajnie łagodna.

Dojeżdżamy do granicy. Jeśli chcemy ją przekroczyć, musimy pamiętać przede wszystkim o obowiązku posiadania dowodu osobistego. I to dla dzieci również! W poprzednim wpisie broniłem słowacką policję przed plotkami roznoszonymi pocztą pantoflowo-pedałową, ale bez dowodu osobistego na terenie obcego państwa żartów nie ma.

Trzeba powiedzieć, że słowacka część trasy jest wcale nie mniej urokliwa, niż polska. Wita nas pięciokilometrowym zjazdem i ciekawymi drewnianymi wiatami chroniącymi mosty. Ów zjazd z powrotem zamieni się w podjazd, ale z uporem będę powtarzać: to bardzo łagodna jak na Podhale trasa. Jeśli ktoś nie wierzy zapraszam na Bukowinę Tatrzańską, czy na słynny z Tour de Pologne Gliczarów.

W połowie słowackiej części liczącej 14.4 km jest punkt widokowy z tablicą i opisanymi wszystkimi szczytami. Jest także, co trochę mnie osobiście razi, kamień upamiętniający 70. rocznicę „wyzwolenia” regionu przez Armię Czerwoną.

1507211986

Swego czasu Słowacy pousuwali pomniki przyjaźni słowacko-radzieckiej ze swoich miast, ale jak widać (nad czym np. ubolewa moja znajoma słowacka dziennikarka) pewna część mentalności w narodzie nie zmieniła się.

Trasa kończy się trochę niespodziewanie: tuż za ostatnim mostem kolejowym jest zjazd ze Sztreki w prawo i ścieżką pieszo rowerową, wzdłuż kilku zakładów produkujących m.in. kable oraz… pysznie pachnące waniliowe wafelki znanej firmy, trafiamy na główną drogę przez Trstenę. Co poniektórzy jako półmetek traktują znajdującą się sto metrów wcześniej restaurację, w której najczęściej zamawiane danie to duże piwo (90 Eurocentów), ale właśnie dotarliśmy do końca. Przynajmniej na dzisiaj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.