Odrobina fizjologii – lektura obowiązkowa!

wykresy

Jeśli macie zrozumieć pewne wpisy, które będą się ukazywać w przyszłości, musicie przeczytać absolutny skrót wiedzy o fizjologii wysiłku. To nawet nie kompendium, to skrót za który mój wykładowca od fizjologii natrze mi uszy, bo spłycam tu cały semestr nauki, ale trudno. Bez tego będzie ciężko czytać pewne moje wywody.

Wiadomo że silnikiem roweru są nóżki, które czerpią energię ze „świetnie pamiętanych z biologii” paliw :). W domowych/polowych warunkach ciężko jest określić wydajność tego silnika, dlatego najprościej zmierzyć pracę pompy paliwowej, jaką jest serce, a dokładnie chodzi tu o rytm, czyli tętno. Ilość uderzeń serca na minutę najprościej wykazuje nam intensywność wysiłku. I każdy człowiek w zależności od wielu czynników (ale nas będzie interesował tylko poziom wytrenowania) ma swoje maksymalne i minimalne tętno. A obszar tego zakresu jest dzielony (w zależności od specjalistów) na różne strefy.

Oczywistym będzie, że maksymalne tętno (proszę zapamiętać: HRmax) to będzie rytm pracy przy najbardziej intensywnym wysiłku jaki możemy podjąć oczywiście zakładając że nie mamy przeciwwskazań do ćwiczeń fizycznych. Powinno się je ustalać laboratoryjnie, ale dopóki mnie osobiście pomiary tętna służą w celach rekreacyjno-turystycznych a nie do bicia rekordu świata w maratonie klasycznym, znakomitym urządzeniem będzie zwykły pulsometr. I teraz:

W najwygodniejszej dla mnie (co nie znaczy że najlepszej) klasyfikacji wysiłku tworzymy sobie 5 stref wysiłku opierając się na zmierzonym wcześniej HRmax. Mamy strefy od 1 do 5, przy czym strefa 1 to zakres 50-60% HRmax, 2 to 60-70% i tak dalej aż do strefy nr 5: 90-100%. Strefa 1 to będzie strefa regeneracji, strefa 2 to strefa lekkiego treningu (moja ulubiona), strefa 3 to strefa umiarkowana, strefa 4 to strefa intensywna, zaś strefa 5 to strefa maksymalna i tej radzę unikać, zwłaszcza że służy głównie specjalistycznemu treningowi poprawiającemu szybkość i nawet zawodowcy w trakcie np. godzinnego treningu wchodzą w nią kilka razy po parę minut.

I po co ta cała wiedza? Istotne w całej zabawie jest to, że jeśli przejadę 100 km w 5:00 h przy średnim tętnie 140, a innego dnia ten sam dystans pokonam w 4:50 h ale ze średnią 160, to wcale ten drugi trening nie będzie świadczyć o poprawie (jeśli był później) kondycji. Przeciwnie – przyjadę o 10 minut prędzej, ale przy znacznie większym wydatku energetycznym, czyli dużo bardziej zmęczony.

No dobra, ale po co w ogóle bawić się w pulsometry, strefy, tętna i całe to trenowanie? Nie prościej zapakować rower i pojechać w trasę? A no nie. Bo jeśli wybieramy się w trasę w miarę ambitną, to stan silnika naszego pojazdu, czyli tak naprawdę poziom wytrenowania naszego organizmu, stanowi pierwszoplanową rolę! Za wszystko inne zapłacimy kartą MasterCard 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.