Wielka kicha w małym kole, czyli da się

Lubię wozić ze sobą mini-warsztat rowerowy, ponieważ nigdy nie wiadomo co człowieka na trasie spotka, a waga sprzętu jest dla mnie sprawą drugorzędną. Jestem turystą rowerowym, a nie kolarzem, więc sprawa urwania dwóch minut na dwustu gramach klamotów w ogóle nie zaprząta mojej głowy. Dodatkowo pakowność trajka jest jak na potrzeby kilkudziesięciokilometrowych wycieczek wręcz nieograniczona. Jednak jak się okazuje, nie wystarczy wozić, trzeba jeszcze o to dbać.

Jako że w rowerze mam dwa rozmiary kół, wożę dwie rezerwy: 20” i 26”. Ponadto dwa zestawy naprawcze na zimno. I przez cztery lata jeździłem tak w błogim przekonaniu że to wystarczy, zwłaszcza że raz na trasie Nowy Targ – Zakopane – Nowy Targ złapałem dwa defekty i załatwiłem sprawę rezerwą oraz łatką. Swoją drogą dzięki Spectra i Zbychu że oferowaliście pomoc, ale to był też element szkolenia bojowego.

I teraz piękna majowa niedziela, po przejechaniu wałem we Frydmanie czuję że w prawym kole coś miękko… no tak to się miało prawo zdarzyć. Jest dziurka. Czasu sporo, więc wezmę ją sobie zakleję Szkoda rezerwy. Ale wiatr, pył, dziadostwo, łatka nie chciała się trzymać, zwłaszcza że niestety wnętrze opony było usyfione sprayem do kół (tym samochodowym – nie kupujcie tego! Dziadostwo!) zastosowanym nomen omen wtedy właśnie w Poroninie. I dętka złapała tą substancję. Nie do wyczyszczenia w warunkach polowych. Nieważne. Bierzemy rezerwę. Rezerwa przewożona w woreczku strunowym wraz z drugą dętką 26”. Woreczek nieco poszarpany, ale cóż woreczek, a co dętka. No niestety, szybko okazało się, że w rezerwie 20” są trzy dziury (!!!). Próbuję to kleić, ale okazuje się, że to nawet nie kwestia syfu na dętce, ale klej się chyba przeterminował. Lipa.

I tu wstępne podsumowanie sytuacji: oba zestawy naprawcze w kosz, rezerwa nie do użytku. Myśl, myśl, myśl. Tutaj mała dygresja: w chwili kiedy piszę te słowa, jestem przewodnikiem wycieczek na quadach z blisko trzyletnim stażem. Małych i grubych akcji przeżyłem już sporo i jak to powiedział Obi-Wan w „Mrocznym widmie” – jestem na to za sprytny! Ty, stary a co by było jakby założyć 26-calową dętkę do 20-calowej opony? Kij wie, zobaczmy, wszystko jest lepsze od telefonu do rodziny żeby mnie ściągnęli z trasy. Kurtyna.

Nie wiem jaka jest teoria. Praktyka jest taka, ze odczuwałem lekkie stukanie w prowizorycznie załatwionym kole, scentrowanie było widoczne gołym okiem, ale przejechałem tak 17 (siedemnaście) kilometrów z naprawdę niewielkim dyskomfortem, wynikającym bardziej z tego że jadę bez rezerwy, niż z fizycznych doznań wysyłanych przez nierówne koło. Dało się i udało się. A teraz wnioski.

Rezerwowe dętki trzymaj w sztywnym pojemniku

I tak co najmniej raz na sezon sprawdzaj je czy są wciąż szczelne (pompując)

Jeśli stawiasz na zestawy naprawcze, przetestuj je najpierw w warunkach polowych a i tak kupuj nowy (swojej, sprawdzonej, ulubionej firmy) co sezon. To są grosze

I jest to też okazja żeby rozpowszechnić znakomity „wierszyk” preppersów, niestety choć znam go na pamięć, nie umiem podać źródła, a googlowałem.

One is none

Two is one

Three is for me

four is even more

I to działa.