Wiślana Trasa Rowerowa subiektywnie cz. 1 Nowy Targ – Szczucin

IMG_4862

 

Niniejszy blog zaczyna już żyć własnym życiem, ponieważ tak naprawdę na Wiślaną Trasę Rowerową trafiłbym dużo później niż to się stało, gdyby nie komentarz pod nieco jałowym, ale jednak wpisem pt. „Plany na 2017 r.” Przyjąłem zaproszenie z radością, ponieważ właśnie o to mi chodzi, żeby coś się tu na tej stronie działo. Obiecałem recenzję – opartą głównie na ogólnie dostępnych faktach i jest – tutaj. Dziś natomiast podzielę się równie ciekawymi dla mnie wrażeniami, których zaznałem pierwszego dnia wycieczki.

A właściwie może najpierw prolog: zwłaszcza że wyprawa zaplanowana była na około 9 dni wcześniej. Prognozy przestudiowane, wolne w pracy wzięte, droga wstępnie zaplanowana, wszystko co potrzebne na drogę zakupione. Ale już na trzy dni przed całą akcją www.meteo.pl zaczyna zmieniać zdanie. Zamiast pięknej lampy, prognozy pokazują deszcz i około 8 stopni ciepła. Ale co to dla mnie? Zwłaszcza że nieraz już pesymizm synoptyków dał mi się we znaki. W niedzielę rano wielkie pakowanie sakw, ale już po południu i wieczorem pierwsze wpisy na FB, że chyba zwątpię. No i czasami warto słuchać mamy, nawet jeśli własne siwe włosy pojawiają się nie pojedynczo, a w kępkach. Rada w komentarzu do posta – odpuścić. Rano decyzja: odpuszczam. Bez sensu. Gdybym się założył choć o małe piwo, może bym w zawziętości pojechał. Ale to była od dawna planowana przyjemność. Po co to sobie psuć sztywnym terminem? Telefon do szefa – udało się wolne przesunąć.

I jak się okazało, była to jedna z najlepszych decyzji, jakie podjąłem w moim życiu turysty. Atak tzw. zimnych ogrodników potrwał prawie cały tydzień i tyłek odmarzłby mi na pewno dokładnie. Tymczasem w drugim terminie pogoda okazała się wręcz idealna. Środa rano spakowany (od ponad tygodnia) ruszyłem w trasę.IMG_4876

Tradycyjnie wybrałem już nieco dłuższy wariant dotarcia do Rabki przez Sieniawę, ale dopóki nie zrobią nowej zakopianki do Nowego Targu, jazda starą jest swoistą złośliwością względem kierowców samochodów. To samo – tu taka dygresja – tyczy się rowerzystów jeżdżących do Zakopanego. Uwierzcie mi, że równoległa droga przez Szaflary, Biały Dunajec i Poronin oraz Harendę, jest nawet fajniejsza. Gdzie się musi jechać główną zakopianką, to się musi. Ale jazda główną drogą to lipa. Piszę to z perspektywy zarówno kierowcy, jak i turysty rowerowego. Z Rabki do Mszany Dolnej i dalej w stronę Dobczyc. Kolejne podziękowanie dobremu człowiekowi, który w komentarzu podał mi skrót z Węglówki do Wiśniowej. Krócej, przyjemniej i ładniej.

Przed Dobczycami nagły zonk. Aparat fotograficzny krzyczy, że nie rozpoznaje karty. Szlag by to trafił. To na tysiąc procent adapter karty SD z mikro na mini, bo to się już zdarzało wcześniej. Kompletnie nie pomyślałem o zapasie. Czyżby pierwszy dzień miał być bez zdjęć? No źle bardzo! Niebo jednak zesłało sklep GSM w Dobczycach. Pan najpierw nie całkiem mógł zrozumieć o jaki rodzaj adaptera chodzi (ale ja go świetnie rozumiem, bo wiem jakie debilne pytania potrafią zadawać klienci), ale kiedy już się sprecyzowałem, podał mi co chciałem (jakąś używkę w idealnym stanie) i nawet nie chciał pieniędzy. Ba, kiedy zapytałem, czy mogę się mu odwdzięczyć chociaż wpisem na Google Maps, powiedział „niech mi pan uwierzy, że jest idealnie”. Fakt że takie urządzenie kosztuje na Allegro 1.50 zł, ale to tym bardziej widząc człowieka w potrzebie, właściciel sklepu mógł przywalić 5 zł (i bym mu te pieniądze zapłacił na pewno) a tu proszę. Gest.

Dalej trasa mi znana, aż do Brzeska. Bardzo miło, przyjemnie i piękne widoki. Choć to jedna z głównych tras w tym regionie i wiodąca do sporego miasta Tarnowa, ruch umiarkowany, a nawet kiedy nieco większy, to na przeważającej długości drogi jest przyjemne i bezpieczne pobocze. W Brzesku ostatni ostry podjazd i nagle… „no ciekawą ma pan tą maszynę” słyszę z tyłu. Mężczyzna mniej więcej w moim wieku dogonił mnie na rowerze. Ale jak to możliwe, że na tak ostrym podjeździe nie widziałem go wcześniej w lusterku, choć patrzę na nie często? No możliwe. Okazało się, że ujeżdża elektryka i ciął za mną 25 km/h, czyli max który można na takim rowerku. No to nie dziwne że mnie tak szybko doszedł. Okazał się rozmowny, a jadąc pod górę dość szybko wpadłem na to, żeby raczej zadawać pytania, niż cokolwiek opowiadać, ponieważ na podjazdach dużo lepiej się słucha niż mówi, no chyba że ma się rower elektryczny. Ale spotkanie to zakończyło się jeszcze w Brzesku, a w jego trakcie otrzymałem istotną informację, że to już ostatni duży podjazd. Dalej miało być bez takich atrakcji. Istotna wiadomość, zwłaszcza że otwierało się przede mną nieznane. Trzy lata temu z Brzeska odbiłem na Szczurową. Tym razem miałem jechać przez Tarnów.IMG_4930

Dojeżdżając tam z daleka pojąłem, że pchanie się przez środek miasta, to proszenie się o błądzenie w jego alejkach. Szybka decyzja, Google Maps (choć od czasu powrotu z Włodawy stosuję je bardzo ostrożnie) i objazd na Dąbrowę Tarnowską. Dalej Szczucin, czyli na kończący się coraz gwałtowniej dzień, cel podróży. Milutki Hotel „Sovrana”. Jak wspominałem, przyjazny rowerzystom. Po rozpakowaniu się i wyjęciu komputera oraz przeanalizowaniu swojej sytuacji – godz. 23, jutro 240 kilometrów przede mną i konieczność nocowania w okolicach Jawiszowic bez rozpoznanego i zarezerwowanego noclegu – zły pomysł. Zwłaszcza że z ponad 30 kilogramami bagażu w sakwach moja prędkość przelotowa drastycznie spada do ko. 15 km/h i nie ma sensu tego żyłować. Przypominam, że miało być przyjemnie. Chwaląc się dotarciem do celu (trochę późnym – 190 km w 13 godzin) na Facebooku już zaczynam kombinować, jak to zrobić żeby jednak jutrzejszą noc spędzić w Krakowie.IMG_5100

Zmęczona głowa nie wyławia nawet najbliższej kuzynki, która tam mieszka (szczerze powiedziawszy przypomniałem sobie o niej dopiero pisząc te słowa), no dosłownie nic… Nagle w okienku FB pojawia się adnotacja, że najnowszego posta zalajkował kumpel z liceum mieszkający właśnie w stolicy Małopolski. – Nie śpisz? – piszę w Messengerze.

Ciąg dalszy w następnym wpisie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>