Kraków – niewiele łatwiejszy od Tatr

IMG_2649

 

Tytuł nieco prowokacyjny, ponieważ nawet jak na rowerowego bloga, można stwierdzić że autor postradał zmysły. Tatry są trudne, ekstremalne, można w nich spaść w przepaść, a w Krakowie co najwyżej dostać w twarz od miejscowych cwaniaków, względnie maczetą od zwyrodniałych sympatyków piłki kopanej. Niemniej porównanie trasy dookoła Tatr z trasą Nowy Targ – Kraków – Nowy Targ wypada zaskakująco równo, ze wskazaniem jednak na tatrzańską rundę.

Zawczasu zastrzegam: mówimy o dość specyficznej trasie przez Mszanę Dolną, Wiśniową, Dobczyce i Wieliczkę. Już samo to implikuje fakt, że mamy do pokonania 200 km w dwie strony, a nie 176 km. Nie wiem też jakie przewyższenie daje zakopianka (pewnie też niemałe, kiedyś sprawdzę jadąc samochodem), ale trasa przez Wieliczkę wcale nie jest łatwa.

Zanim przytoczę konkrety, mała dygresja: wiem że większość opisywanych przeze mnie tras, a zwłaszcza ta wokół Tatr jest dokładnie obmierzona, ale ja będę się trzymał pomiarów mojego pulsometru. Z dwóch powodów – po pierwsze mierzę nim wszystkie trasy którymi jeżdżę i błąd pomiaru jest zawsze taki sam, po drugie jeśli trafi się nam Czytelnik – „aptekarz”, to zamiast narzekać na moje błędne obliczenia, będzie mógł sobie wyliczyć błąd pomiaru i przemnażać moje cyferki przez swój przelicznik i otrzyma w miarę poprawny wynik.

Tak więc liczby: dookoła Tatr (ale z użyciem ścieżki, nie szosą) mój licznik podaje 208 km. Z Podtatrzańskiej (okolice Małpiego Gaju) na krakowski Rynek Główny i z powrotem jest 201 km. Więc można powiedzieć, że nie ma różnicy nawet 5%. Natomiast zaskakujące jest porównanie różnicy wysokości do pokonania na obu trasach. Jeżeli wokół Tatr pokazało mi około 2570 m., to na „krakowskiej trasie” zaskakująco niewiele mniej: około 2200 metrów!

IMG_2636

Na krakowskim Rynku

Skąd się bierze tak niewielka różnica między dość ambitną trasą, a wydawałoby się przejażdżką do stolicy Małopolski? Ano stąd, że i tutaj mamy do pokonania tak naprawdę Gorce, Beskid Wyspowy, Pogórze Wiśnickie i Pogórze Wielickie. Górki te nie mają może startu do alpejskich Tatr, ale przecież na „naszej” ścieżce nie walczymy z tatrzańskimi przełęczami, tylko objeżdżamy je dookoła. Dla przykładu podam, że dużo prościej (ale dłużej) byłoby mi jechać przez Przełęcz Sieniawską, ale postanowiłem ambitnie powalczyć z Rdzawką, co w drodze powrotnej poskutkowało solidnym daniem sobie w cztery litery. Ale idźmy chronologicznie.

Poranek, packing i w drogę. Żeby minimalnie pchać się zakopianką, pojechałem przez Grel do Lasku, dojechałem do Klikuszowej i tam na światłach, chodniczkiem do wjazdu w stronę Pyzówki. Tutaj te parę teoretycznych metrów zakopianką się nie liczy, bo jechałem chodnikiem. Pierwszy mało przyjemny podjazd w stronę Pyzówki i na samym szczycie odbicie w prawo, niebieskim szlakiem turystycznym aż do zakopianki. Tutaj już około kilometra zasadniczą zakopianką, ale tyle to już sorki – wyprzedziło mnie około 50 samochodów, w tym niespełna 10 ciężarówek. Stacja paliw Statoil to już 200 m wyżej niż leży Nowy Targ, a to dopiero 14 km jazdy.

IMG_2485

musicie mi wierzyć, że półtora kilometra dalej jest Statoil na Rdzawce

No ale dobra, szybki zjazd, Rabka, parę górek przez Rabę Niżną aż do Mszany Dolnej i Kasinki Małej. Stąd monotonny, ale łagodny podjazd który w Kasinie Wielkiej zaczyna się wyostrzać, aby pod Wierzbanową zmienić się w sporą górkę. Na 12 km 215 przewyższenia. Tak naprawdę wychodzi na to samo co z Nowego Targu na Rdzawkę! Tu kolejna dygresja: już cztery razy jechałem tą trasą i nie skusiłem się żeby skrócić w Węglówce do Wiśniowej. „Przejechałem” trasę Googlami StreetView i pewnie kiedyś eksperymentalnie się skuszę zrobić to osobiście, ale ten skrót mi się nie podoba zwłaszcza z uwagi na jakość drogi.

IMG_2562

Jeśli jesteście przy tej „zbójnickiej” restauracji, to znaczy że drugi podjazd już za Wami

Z Wierzbanowej przez Wiśniową niemal z górki na pazurki do Dobczyc. Na rondzie prosto i wjeżdżamy w Pogórze Wielickie, wcale niewiele bardziej sympatyczne od Wiśnickiego. Podjazdy pod Raciborsko i w Pawlikowicach wcale do przyjemnych nie należą. A dodajmy, że jedziemy w łatwiejszą stronę! Krakowski Rynek leży około 500 m niżej od południowych nowotarskich osiedli!

W Wieliczce radzę uważać. Dwa razy tędy jechałem i dwa razy pobłądziłem. Dwa lata temu bardzom, w tym roku znacznie mniej, ale na rondzie wyjazdowym z tego miasta skręciłem za znakami w prawo (na wschód), podczas gdy wracając wjechałem na to samo rondo od zachodniej, i jak się ze śladu GPS okazało, krótszej strony. Być może po zweryfikowaniu tego odcinka da się zejść z całym dystansem wycieczki poniżej 200 km.

Droga do Krakowa ulicą Wielicką to też lekka porażka. Zwłaszcza jeśli chodzi o ścieżki rowerowe. Na pewnym odcinku są, na pewnym nie ma. Wjechałem sobie w jedną taką, było super: osobne światła dla rowerzystów, znaki… nagle zonk! Przejście tylko dla pieszych. Teoretycznie powinienem chwycić rower za bagażnik i przeciągnąć przez to przejście, ale postanowiłem palić głupa w razie czego i bezczelnie przejechałem po pasach. Swoją drogą kiedyś, albo może nawet wkrótce w felietonie napiszę co sądzę o tym przepisie. Bo ma on swoje słabe i mocne strony.

IMG_2607

Chwila wypoczynku pod Wawelem i zaraz do Rynku

Wawel, Grodzka, Rynek. Niedoczas wynikły z różnych przerw sprawił, że zapomniałem nawet o obwarzankach, które miałem kupić. Rundka dookoła Rynku, dwie sesyjki foto z autowyzwalaczem i do domu. Omawiać tutaj już za bardzo nie ma czego – tam gdzie były zjazdy, teraz były podjazdy. Czyli znowu trzy męczarnie, okraszone długim łagodnym zjazdem Kasinkami. W Rabce niespodzianka – liczyłem że już nie złapię gumy na tej wycieczce, ale nie ma tak dobrze. Na szczęście przód, a z przodu nie muszę ściągać koła. Niby nic, a jednak minuta krócej.

Nie będę tutaj podawał całości czasu wycieczki, ponieważ w tym przypadku (jak i w większości) kompletnie nie o to chodziło. Natomiast jeśli chodzi o turystykę rowerową i przyjemność z takiej jazdy, to taki Kraków daje satysfakcję niemal równą trasie dookoła Tatr, przedsmak wielkiej wyprawy i na pewno jeśli ktoś wybiera się na wielodniowy wypad na rowerze, zarówno Tatry jak i Kraków powinien zaliczyć w pierwszej kolejności.

3 myśli nt. „Kraków – niewiele łatwiejszy od Tatr

  1. prayski Autor wpisu

    Tak Piotrze, co prawda dopiero po kilku miesiącach, ale udało mi się potwierdzić Twoje słowa. Rzeczywiście piękny skrót. Żegnaj Kasino Wielka 😀

  2. Piotrek

    Witam,

    Opis trasy rewelacja. A propos skrótu przez w Węglówki do Wiśniowej poprzez Kobielnik w tym roku położyli nowy asfalt i droga jak marzenie. Więc niema sensu nadkładać drogi, a i tu wzniesienia są bardzo wymagające.

    Pozdrawiam,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.